kulinarne fascynacje w zwykłej polskiej kuchni
Blog > Komentarze do wpisu
Kopalnia Soli w Bochni i deszczowy Kraków

Tydzień temu w weekend zrealizowałam w końcu swój wygrany  w konkursie wielkanocnym na facebook’owym profilu MojeAlergie -  voucher na pobyt i zwiedzanie Kopalni Soli w Bochni. Ponieważ od Bochni dzieli mnie ok. 500 km, postanowiłam przemieścić się polskimi kolejami. Nawet nie wiem jak mam je nazywać (ale chyba nadal PKP) – bo powstało milion spółek i tak naprawdę człowiek się gubi i ma problem do którego pociągu wsiąść, żeby przypadkiem nie dopłacać. Na szczęście pierwsza przesiadka w Warszawie obyła się bez problemów, natomiast w Krakowie Płaszowie… hmmm… tu się zaczęły schody.  Oczywiście pociąg się spóźnił, więc nie zdążyłam na połączenie, które miałam w planach. No, ale zawsze są następne. Po dłuższej chwili motania się po dworcu znalazłyśmy w końcu pociąg, ale okazało się, że dojeżdża tylko do pewnej miejscowości (niestety przed Bochnią) i tam… stoi, bo stację wcześniej wykoleił się w południe pociąg towarowy i próbują usunąć go z torów. Upsss… no, ale nie ma to jak podróż z przygodami i po 16.00 pociąg w końcu ruszył w dalszą drogę i dotarłam do Bochni tylko z godzinnym opóźnieniem.

Miasteczko przywitało mnie pięknym, popołudniowym słoneczkiem i … wielką górą, pod którą musiałam się wciągnąć z wielką torbą. W końcu znalazłam piękny Hotel Sutoris, zaadaptowany z budynków kopalni wokół najstarszego szybu o nazwie Sutoris. Właśnie ten wystający z budynków szyb robi niesamowite wrażenie.

Widok na Hotel Sutoris i Uzdrowisko Kopalnia Soli

Wnętrze Hotelu - kamień solny (lampa) w recepcji

Wnętrze Hotelu - wejście na stołówkę

Miła Pani w recepcji, wręczyła mi kopertę z biletami na sobotnie zwiedzanie kopalni, oraz programem zagospodarowania wolnego czasu. Pojechałam do pokoju i po krótkim odpoczynku wyruszyłam na krótki rekonesans w okolicy Hotelu.

Bochnia jest miłym miasteczkiem, jedyne co zwraca uwagę, to strasznie duży ruch komunikacyjny. Mnóstwo samochodów, ale muszę pochwalić kierowców, bo praktycznie zatrzymują się przed każdym przejściem dla pieszych. Co tak naprawdę jest rzadko spotykane w naszych polskich realiach – więc wielkie brawo!

I oto kilka fotek ze spaceru po Bochni.

Rynek w Bochni

Urząd Miasta Bochni

Ażurowy balkon zabytkowej kamienicy

Drogowskaz w centrum

Drewniana dzwonnica bazyliki św. Mikołaja w Bochni

W sobotę rano po śniadaniu skorzystałam z zabiegu odnowy biologicznej w ramach vouchera. Kąpiel perełkowa w ogromnej wannie naprawdę poprawiła mi humor! Po krótkim odpoczynku wybrałam się do Muzeum Motyli  Arthropoda – największego takiego muzeum w Polsce. Kiedy tam weszłam ogrom kolorów i kształtów niektórych motyli po prostu powalał na kolana. Zbiór liczy prawie 4500 gatunków ze wszystkich stref i kontynentów. Najstarsze okazy w kolekcji pochodzą z lat 70. XIX w.  Oprócz motyli w Muzeum można obejrzeć także stawonogi (arthropoda): skorpiony, pająki ptaszniki, modliszki, chrząszcze z Polski i z całego świata. Niesamowite wrazenia!

Fragment zbiorów Muzeum

Po obiedzie przemieściliśmy się w okolice drugiego szybu o nazwie Campi – by tam rozpocząć zwiedzanie najstarszej kopalni soli w Polsce.

Szyb Campi (Polny)

Nasza Przewodniczka Pani Ania opowiadała cudowne historie związane z kopalnią, więc te 3 godziny pod ziemią minęły jak z bicza strzelił.

Z Przewodniczką Panią Anią w Kaplicy św. Kingi

Zjechaliśmy 223 m. pod ziemię windą górniczą, kolejką wjechaliśmy na poziom VI Sienkiewicz i stamtąd rozpoczęliśmy zwiedzanie. Ale o tym opowiedzą już moje zdjęcia. Powiem jeszcze tylko tyle, że stężenie jodu w kopalni pięciokrotnie przewyższa stężenie podczas sztormu nad Bałtykiem.

 Winda szybu

Jeden z wielu korytarzy w kopalni

Wyrobisko - w głębi figurka górnika, który zajmował się wypalaniem metanu

Kaplica Matki Boskiej Bocheńskiej (Różańcowej)

Ambona solna w kaplicy św. Kingi

Przy pomocy tego urządzenia dostarczano górnikom powietrze do kopalni (koledzy pracujący przy wydobyciu, śmiali się z obsługujących, że nic nie robią tylko cały dzień puszczają wiatry :) )

Kaplica św. Kingi to jedyna świątynia na świecie, przez środek której przejeżdża kolejka :)

 

Rzeźby solne

Rzeźby solne c.d.

Drewniane koło przy pomocy którego wydobywano solankę

Kanał z solanką (atrakcja kopalni - przepłynięcie tym kanałem w drewnianej łodzi) - w głębi widać latarki flisaków

Wrażenia z przeprawy łodzią są niezapomniane - tylko strasznie chybotało :)

Sala noclegowa na 260 miejsc :) Chyba każdemu dobrze by się spało w takim klimacie :)

I jeszcze jedna wspaniała atrakcja kopalni - zjeżdżalnia! 140 m w dół na poduszkach! Niestety nie mogliśmy skorzystać, bo w komorze niżej odbywało się akurat wesele :)

W niedzielę rano obudził mnie deszcz i niestety towarzyszył mi już do końca dnia, a na ten dzień zaplanowałam zwiedzanie Krakowa. No ale najpierw musiałam pożegnać się Bochnią, miłym hotelem i świetną obsługą. Przy wymeldowaniu dostałam prezent: sól do kąpieli Bochneris: naturalną i o zapachu wiśniowym. Dziękuję!

Do Krakowa dotarłam busem i … zbaraniałam widząc tego molocha (Galerię Krakowską), który mnie całkowicie zdezorientował. Kiedy w końcu znalazłam wyjście – odetchnęłam: wszystko było na swoim miejscu. Ruszyłam w deszczu w kierunku Bramy Floriańskiej i tak się zaczęło „wodne” zwiedzanie Krakowa. 

Rynek i Kościół Mariacki

Sukiennice

Po 15 minutach moje buty były tak mokre, że nie robiłoby mi chyba różnicy czy mam je na nogach, czy idę boso, ale dzielnie brnęłam przez kałuże, próbując robić zdjęcia w jednej ręce trzymając parasol i próbując ochronić obiektyw przed zalaniem, a drugą ręką próbując złapać dobry kadr. Ciężka to sprawa – trudno jak wyszło tak wyszło, może uda mi się jeszcze kiedyś zrobić zdjęcia takie jakie sobie wymarzyłam.

Ale pomimo deszczu Kraków nie stracił nic ze swojej magii, no… może parasole pewnej stacji radiowej nad głowami kwiaciarek, trochę burzyły wygląd rynku. No i brakowało mi dorożek – i nie wiem, czy nie ma ich już wcale, czy po prostu z uwagi na deszcz koniki zostały w domu.

Szukając czegoś do jedzenia weszłam w boczną uliczkę i okazalo się, że jestem na Brackiej :) Stamtąd dotarłam na Plac  Wszystkich Świętych i znalazłam Restaurację „Polakowski”. Wystawione w oknie menu skusiło mnie tradycyjnymi daniami i przystępnymi cenami. Wystrój też sielski – anielski. Okazało się, że to lokal samoobsługowy, w którym przebywa naraz mnóstwo ludzi ściśniętych przy stoliczkach i co chwila przepychających się albo po odbiór dań, albo do odniesienia naczyń, albo do toalety. Jednak pomimo tych drobiazgów – zjadłam naprawdę pyszny obiad w dobrej cenie. Za talerz barszczu zabielanego z ziemniakiem, bryzol z piersi kurczaka z pieczarkami (wielkości talerza) z ziemniakami i butelkę napoju zapłaciłam raptem 24 zł, więc jak najbardziej polecam! Niestety był taki tłok, że nawet nie próbowałam wyciągać aparatu. I po raz kolejny doszłam do wniosku, że mój bierny angielski jest po prostu do niczego. Wydusiłam raptem dwa słowa z siebie, żeby się przepchać do wyjścia przez zagraniczną rodzinkę. Ech…

Następnie Plantami ruszyłam na Wawel, gdzie wchłonął mnie szary, mokry tłum… więc resztę niech opowiedzą zdjęcia…

Wawel

Im deszcz nie przeszkadzał w niczym


Widok z murów Wawelu

Musiałam jeszcze tylko odwiedzić Smoka, który chyba niestety wyjechał na urlop bo nie było go w jamie :)

Smocza jama

No i znalazł się smoczek :)

Wróciłam bardzo zadowolona, bo pomimo deszczu naprawdę warto było przejechać pół Polski. To co zobaczyłam zostanie już we mnie na zawsze. No i taki wyjazd to następny mały kroczek w spełnianiu moich marzeń o podróżach. Nie wszystkie muszą być wielkie i z pompą!

Wracając z Wawelu spotkałam taki samochód - od razu humor mi się poprawił :)

Moja Towarzyszka Podróży Joanna Sz.  czuje się pominięta w tej relacji :) Więc obwieszczam, że podziwiała ze mną okoliczności przyrody i  dzielnie ze mną brnęła przez kałuże ;) Pozdrawiam Cię Asiu!

poniedziałek, 08 sierpnia 2011, js28

Komentarze
2011/08/08 21:26:53
Bardzo sympatyczna wycieczka :)
-
2011/08/08 21:29:55
bardzo przyjemnie czytało mi sie i oglądało twoją relację Joasiu !
-
2011/08/08 21:41:39
Dziękuję :)
-
Gość: slappy, 77-254-143-130.adsl.inetia.pl
2011/08/08 21:49:52
Jako mieszkance Bochni bardzo miło mi czytać tak pochwalne słowa.
Dziękujemy za odwiedziny i zapraszamy ponownie :-)

Pozdrawiam
-
2011/08/08 21:56:09
jeśli będę miała tylko okazję to na pewno wrócę :) Nie zobaczyłam przecież wszystkiego :) Pozdrawiam
-
2011/08/09 04:10:20
Tam nas jeszcze nie było, a widać,ze warto;-)
-
Gość: gin, 0x55514b94.adsl.cybercity.dk
2011/08/09 08:16:18
Przypomniałaś mi moje zeszłoroczne wakacje :) Też byłam w Krakowie i w Bochni. Kraków uwielbiam, jest tam pełno ludzi, ale mimo wszystko jest to miejsce absolutnie magiczne. Dorożki były, więc pewnie z uwagi na deszcz po prostu tym razem ich nie zobaczyłaś (a przynajmniej taką mam nadzieję, bo to jedna z wizytówek Krakowa).
W Bochni byłam dwa razy - pierwszy, poza sezonem, kiedy spóźniliśmy się na zjazd, a nie mieliśmy niestety czasu, żeby czekać na kolejny za kilka godzin; i drugi, kiedy już udało nam się zjechać. Zjeżdżalni aż tak nie żałuj - później trzeba się wspiąć z powrotem, a przy tym idzie się zasapać... ;) Ale i tak uważam tą wycieczkę za jedno z ciekawszych doświadczeń :) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je powtórzyć... :)

PS Lizałaś ściany...? ;)
-
Gość: kasia.koczwara, host-92-20-40-102.as13285.net
2011/08/09 09:29:41
Kochana, ja z okolic Krakowa i Bochni, a nawet nie wiedzialam, ze tak sie to miasteczko rozwinelo! :) A kilka lat temu sama mialam to samo uczucie na dworcu w Krakowie: ten wielki moloch calkiem mnie zdezorientowal! I kompletnie zminil wyglad okolicy! Prawie zginelam w miescie, w ktorym mieszkalam kilka lat! :)
Pozdrawiam!


www.lejdi-of-the-house.bloog.pl
-
2011/08/09 17:16:20
@gin - lizałam, ale nie bezpośredni, tylko najpierw pośliniłam palec a potem potarłam ścianę :)
@Kasia, ja tą galerią byłam porażona!
-
2011/08/10 21:08:53
Mhmh.. wspaniałe wrażenia.. wspomnienia, których nikt Ci nie odbierze. To najważniejsze.


www.przysmakiewy.pl
Smacznie Z Joanna

Wypromuj również swoją stronę ministat liczniki.org
Durszlak.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...