kulinarne fascynacje w zwykłej polskiej kuchni
środa, 08 stycznia 2014
Ciasto milionerów - ogromne bogactwo smaków!

To ciasto „chodziło” za mną odkąd zobaczyłam je w kulinarnej gazecie "Good Food", którą przywiozłam sobie w maju z Londynu. Zastanawiałam się dlaczego tak naprawdę nazywane jest ciastem milionerów. Kiedy go spróbowałam, chyba znalazłam odpowiedź na to pytanie – bogactwo smaku jest po prostu zniewalające. A przy okazji nie jest jakoś szczególnie skomplikowane do wykonania. Warto więc spróbować zaskoczyć swoich znajomych. I choć jest bardzo słodki, pełen kalorii, to jednak Millionaire's shortbread wart jest by choć raz w życiu poczuć jego smak.

Składniki:

Kruche ciasto:

  • 225g mąki pszennej
  • 175g miękkiego masła
  • 75 g cukru

Masa mleczna:

  • 100g masła
  • 1 puszka mleka skondensowanego słodzonego ( 400 g)
  • 1 szkl. solonych orzeszków ziemnych

Polewa:

  • 350g ciemnej czekolady
  • ok. 30 g masła

Piekarnik rozgrzać do 180 st. C. Mąkę wymieszać z cukrem i miękkim masłem. Zagnieść kruche ciasto. Blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia wylepić przygotowanym ciastem (nie polecam wałkowania, gdyż ciasto może się rwać). Nakłuć widelcem i piec ok. 20 – 30 minut aż stanie się złote. Odstawić do ostygnięcia.

Mleko skondensowane wlać do rondelka, włożyć masło i ciągle mieszając podgrzewać, aż mleko i masło połączą się na gładką masę. Następnie doprowadzić do wrzenia i na małym ogniu mieszać aż masa zgęstnieje i zmieni kolor na ciemniejszy. Odstawić na 5 minut aby lekko przestygła, wrzucić orzeszki, dokładnie wymieszać i wyłożyć na upieczony spód. Ostudzić.

Czekoladę pokruszyć na kawałki i razem z masłem rozpuścić w kąpieli wodnej. Wylać na ciasto i odstawić do lodówki – najlepiej na całą noc.

Pokroić na kwadratowe lub prostokątne ciasteczka.

 



wtorek, 31 grudnia 2013
Pomarańczowy sernik na korzennym spodzie

Tak się zastanawiałam jakim przepisem zakończyć stary rok. Myślałam o klasycznej sałatce jarzynowej, ale jednak postawiłam na pomarańczowy sernik na korzennym spodzie.  Ja zrobiłam go pierwszy raz na tegoroczne święta. Wyszedł przepyszny, a przepis znalazłam w starych wycinkach z gazet.

Częstujcie się proszę serniczkiem i przyjmijcie ode mnie życzenia Wspaniałego Nowego Roku! Oby nie był gorszy niż poprzedni. 

Składniki (na małą tortownicę):

  • 5 dag orzechów laskowych
  • 10 dag ciasteczek imbirowych lub twardych, lukrowanych pierniczków (ja wybrałam pierniczki)
  • 1 czubata łyżka przyprawy do piernika
  • 3 łyżki masła lub margaryny
  • 50 dag twarogu na serniki
  • 2 jajka
  • skórka otarta z 1 pomarańczy (lub suszona)
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady (70% kakao)
  • łyżka mleka lub śmietanki 12 %
  • dowolne ozdoby cukrowe lub czekoladowe

Orzechy uprażyć na gorącej patelni i zmielić na proszek razem z ciasteczkami. Wymieszać dokładnie z przyprawą do pierników i miękką margaryną aż powstanie elastyczne ciasto. Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia i wylepić ciastem dno oraz brzeg do połowy wysokości.  Wstawić na 15 minut do piekarnika rozgrzanego do 200 st. C. Ostudzić.

Twaróg zmiksować z jajkami i cukrem, dodać skórkę pomarańczową i dokładnie wymieszać. Wylać na podpieczony spód korzenny i piec ok. 30 minut w 160 st. C.

Po upieczeniu zostawić do ostygnięcia w piekarniku przy uchylonych drzwiczkach.

Czekoladę pokruszyć, dolać mleko lub śmietankę i stopić. Powstałą polewą posmarować brzegi sernika. Udekorować dowolnymi ozdobami.

 



poniedziałek, 16 grudnia 2013
Śniadanie do pracy - czyli jak się zapakować, żeby dobrze smakowało (recenzja produktu)

Dzisiejszy wpis będzie nietypowy. Tym razem nie będzie przepisu, chcę Wam za to pokazać, że śniadanie czy lunch do pracy/szkoły wcale nie musi kończyć się na zwykłych kanapkach zawiniętych w papier śniadaniowy.

Od jakiegoś czasu na polskim rynku istnieje dość duży wybór pudełek śniadaniowych i lunchboxów, jednak ja chciałabym Wam zwrócić uwagę na serię SISTEMA oferowaną przez sklep internetowy redcoon.pl , od którego w ramach współpracy blogerskiej otrzymałam zestaw 3 lunchboxów i 1 misę do sałaty.

Misę pokażę Wam przy okazji zrobienia świątecznej sałaty, natomiast dzisiaj pokażę Wam jakie możliwości mają owe lunchboxy. Nadmienię tylko, że wszystkie są wolne od szkodliwych związków chemicznych BPA, a więc nadają się do kontaktu z żywnością. Nie przebarwiają się od soków ani owoców, a żywność w nich przechowywana zachowuje zapach i świeżość, ponieważ mają szczelne zamknięcia.

Zestaw Nr 1

SISTEMA Trzypak Combo To Go

Pojemnik ten składa się z:

  • dwukomorowego pojemnika split (z przykrywką) na kanapki lub owoce (o łącznej pojemności 2 l)
  • małego pojemnika na przekąski
  • butelki – bidonu ze sprytnym zamknięciem.

Idealny zestaw dla dzieci do szkoły, mogą mieć swoje ulubione przekąski i napoje pod ręką, bez obaw, że coś się wyleje lub zabrudzi.

 

 

Zestaw Nr 2

SISTEMA Sałatka To Go

To duży pojemnik na sałatkę (ok. 1,1 l pojemności),  z dodatkowym pojemniczkiem na dressing oraz składanymi sztućcami.  Oprócz tego posiada dwie oddzielne strefy na składniki, które trzeba dodać do sałatki tuż przed spożyciem. Bardzo wygodne, zwłaszcza, że po złożeniu i zamknięciu mamy wszystko w jednym opakowaniu. Nic nie wypadnie, nie wycieknie, a sztućce nie zgubią się w torbie. Po zjedzeniu lunchu nawet gdy nie mamy możliwości umycia pudełka, rozkładamy sztućce, wrzucamy je do pudełka i składamy wszystko razem nie martwiąc się o to, że zabrudzi nam plecak czy torebkę.

 

 

Zestaw Nr 3

SISTEMA Schłodzone To Go

Ten pojemnik jest idealny na upalne dni, kiedy obawiamy się, że nasze śniadanie może nie przetrwać w plastikowym pojemniku. SISTEMA Schłodzone To Go zawiera bowiem wkład chłodzący podobny do tego jaki stosuje się w lodówkach turystycznych. Wystarczy nalać wody, zamrozić i jest gotowy do użycia. Stosuje się go jako przykrywkę, więc chłodzi zarówno jedzenie, które znajduje się w pojemniku głównym (1,3 l pojemności), jak i dressing lub sos, który zabieramy w oddzielnym pudełku z przykrywką. Wszystko pozostaje świeże, pachnące a my nie musimy się martwić o nasze jedzenie. Oczywiście do zestawu dołączone są składane sztućce.


Wszystkie zestawy są bardzo praktyczne, warto je mieć pod ręką, o każdej porze roku. Czy to w pracy, w szkole, na wycieczce czy na wakacjach, zwłaszcza, że ceny są bardzo przystępne.

Polecam!

 A o misie na sałatę napiszę wkrótce :)

 



sobota, 07 grudnia 2013
Procentowa konfitura z mirabelek

Wielu z Was robi nalewki owocowe. I na pewno często zastanawialiście się co zrobić z owocami, które pozostają po zlaniu gotowego trunku. Odpowiedź jest prosta, na pewno NIE WYRZUCAĆ! „Opite” alkoholem owoce można wykorzystać na wiele sposobów np. do ciasta, a jeśli chcemy zachować je na dłużej można z nich zrobić konfiturę dla dorosłych. Idealnie nadają się do tego miękkie owoce np. mirabelki.

Składniki:

  • ok. 1 kg mirabelek pozostałych po zlaniu nalewki (nie muszą być odsączane)
  • ok. 1 kg cukru (może być mniej)
  • szczypta cynamonu
  • 2 laski wanilii

Owoce przekładamy do rondla z grubym dnem, zasypujemy cukrem, dokładnie mieszamy i doprowadzamy do wrzenia, mieszając by owoce się nie przypaliły. Można dodać trochę wody, aby alkohol szybciej parował. Następnie zmniejszyć ogień, dodać cynamon i wanilię i bardzo często mieszając gotować jeszcze przez ok. 1 godzinę. Gotowanie powtarzać przez 3 dni (aż uznamy, że „moc” jest wystarczająca). Gorące można nakładać w wyparzone słoiczki, zakręcić, odstawić do góry dnem na około 24 godziny.

Wyśmienicie smakują z herbatą w zimne, długie wieczory, albo jako nadzienie np. pączków.

 



wtorek, 03 grudnia 2013
Mini muffinki z czekoladą - recenzja produktu

Dzisiaj ciąg dalszy wczorajszego wpisu z testowania blaszek do pieczenia dostarczonych przez redcoon.pl w ramach współpracy blogowej.

Druga testowana przeze mnie blaszka to foremka firmy Kaiser na 24 mini muffinki.  Powiem Wam, że takich maluchów jeszcze nie miałam okazji piec, więc tym chętniej przystąpiłam do dzieła.

Tym razem postanowiłam wykorzystać mój stary, sprawdzony przepis na babeczki z czekoladą, choć na kartonowym opakowaniu znalazło się kilka receptur na różne rodzaje tych smakołyków.  Może następnym razem skuszę się na kokosowe?

Jeśli chodzi o samą formę, to naprawdę porządny produkt. Troszkę się martwiłam, bo nie miałam papilotek do mini muffinów. Okazały się one jednak niepotrzebne, bo babeczki po upieczeniu dosłownie „wyskoczyły” ze swoich dołków. Ciasto nie przywiera do formy i równomiernie się piecze. Sama radość z użytkowania. Poza tym takie małe babeczki są idealne na imprezy, jako finger food. W sam raz na jeden kąsek.

Zapraszam do wypróbowania!

Składniki:

  • 150 g cukru
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • płatki czekoladowe albo pokruszona czekolada
  • 50 g masła
  • 125 ml mleka
  • 2 jajka
  • 200 g mąki

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i cukrem waniliowym. Przesiać przez sitko do miski. W garnuszku roztopić masło. Gdy się rozpuści dolać mleko i wymieszać. Jajka ubić z cukrem na puszystą masę.

Do suchych składników wlać składniki mokre. Wymieszać łyżką. Dodać płatki czekoladowe i ponownie wymieszać. Nakładać do foremek. Wstawić do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika i piec ok. 15 – 20 minut.

 



poniedziałek, 02 grudnia 2013
Kruche półksiężyce - recenzja produktu

W ramach współpracy blogowej ze sklepem redcoon.pl w październiku dostałam do przetestowania 2 blaszki do wypieków:

- kruchych półksiężyców

- mini - muffinek

Jak zapewne wiecie, na przełomie października i listopada wypadł mi wyjazd, więc wpis pojawia się dopiero teraz. Na pierwszy rzut postanowiłam wypróbować blaszkę do kruchych półksiężyców, bo bardzo mnie zaciekawiła.

Skorzystałam z przepisu, który był zamieszczony na kartonowym pudełku foremki. Tym razem jednak musiałam sięgnąć dalej do swojej pamięci i wykorzystać umiejętności z języka niemieckiego, ponieważ przepis był podany TYLKO w tym języku. Szkoda, że dystrybutor nie pofatygował się by dokleić taką informację w języku polskim (nie wszyscy przecież są poliglotami).

Skoro już przebrnęłam przez językowe barierki, stwierdziłam, że nie posiadam w domu migdałów, który były jednym ze składników przepisu.  Postanowiłam jednak nie dodawać ich do ciasta i zaryzykować.

Ciasto wyszło dość gęste. Postępując zgodnie z obrazkową instrukcją obsługi z kartonika, powinnam je rozsmarować na foremce przy pomocy specjalnej szpatułki ( niestety brak w zestawie). Wykorzystałam  więc  to co miałam w domu (od sitka do przecierania kluseczków) i pobawiłam się w murarza - tynkarza, bowiem nakładanie ciasta do foremki przypomina nieco czynności związane z nakładaniem i zacieraniem gładzi na ścianach. W sumie fajnie się to robi, bo ciasto wtedy równomiernie rozprowadza się w zagłębieniach.  Po upieczeniu, ciasteczka prawie same wyskakują z foremki – co mnie cieszy, bo chyba nie ma nic gorszego niż walka z przyklejonym do formy ciastem.

Foremkę oceniam na dużą piątkę. Minusem jest niestety brak przepisu w języku polskim, ale to nie ma większego wpływu na użytkowanie produktu, który w kuchni sprawdził się super. Foremka jest przygotowana na jednorazowe upieczenie 42 rogalików, więc jeśli zdecydujemy się na upieczenie większej ich ilości nie sprawi to większego problemu.

A teraz już przepis:

Składniki:

  • 100 g miękkiego masła
  • 50 g cukru
  • 1 średnie jajko w temp. pokojowej
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 95 g mąki
  • 1 łyżka płynnego masła do wysmarowania foremki
  • Cukier puder do posypania

Foremkę wysmarować masłem i wstawić na 10 minut do lodówki. Piekarnik rozgrzać do 160 st. C.

Miękkie masło, cukier, cukier waniliowy mąkę i jajko wymieszać mikserem na gładką masę. Nakładać na foremkę i rozprowadzić dokładnie szpatułką.

Piec ok. 15 minut, aż półksiężyce staną się złote. Gorące obtoczyć w cukrze pudrze.




czwartek, 17 października 2013
Dyniowa zupa z zacierkami

Jestem baniarzem... :)

Dowiedziałam się o tym przygotowując przepis na zupę dyniową z zacierkami dla naszego Muzeum Ziemi Dobrzyńskiej.

Mieszkańców ziemi dobrzyńskiej nazywano "baniarzami" właśnie dlatego, że kwitła tutaj uprawa dyni, szczególnie lubianej w kuchni dobrzyńskiej, jako składnik wielu potraw, w tym zup i przystawek słodko - kwaśnych.

„ (…) szczególnie na terenach graniczących z Kujawami, dość częstym składnikiem pożywienia były banie (dynie). Gotowano je na wodzie, dodając pod koniec trochę mleka. Jedzono roztarte z zacierkami (Bobrowniki, Mazowsze). (…) robiono zupę z bani na mleku; jedzono ją z kluskami ziemniaczanymi (Dulsk). Robiono tam również marynaty i konfitury z bani.”
(T. Karwicka, „Kultura ludowa ziemi dobrzyńskiej”, Toruń 1979 r., s. 130)

Czyli – będąc baniarzem – oczywiście nie mogłam sobie odpuścić przypomnienia kolejnego smaku dzieciństwa . Zupy uwielbianej przez całą moja rodzinę. Pożywnej i rozgrzewającej. Dyniowej zupy na mleku z zacierkami.

Składniki:

  • ok. 1 kg obranej dyni
  • 0,5 l mleka (najlepiej pełnego)
  • szczypta soli
  • cukier do smaku
  • szczypta startej gałki muszkatołowej
  • szczypta cynamonu

Na zacierki:

  • 250 ml zimnej wody
  • 10 dag mąki pszennej
  • szczypta soli

Z mąki, wody i soli zagnieść twarde ciasto. Zetrzeć zacierki na tarce o grubych oczkach, albo „skubać’ palcami małe kluseczki .

Obraną dynię pokroić w kostkę. Włożyć do garnka, zalać zimną wodą i gotować aż zacznie się rozpadać. Następnie dolać mleko i ponownie zagotować, następnie wrzucić zacierki. Gotować na małym ogniu aż kluseczki będą miękkie. Trzeba uważać, żeby się nie przypaliła, dlatego warto często mieszać.  Doprawić do smaku solą, cukrem, cynamonem i gałką muszkatołową. W razie gdyby zupa była zbyt gęsta, można dodać więcej mleka.

Zupy niestety nie można przygotować na kilka dni, gdyz bardzo szybko gęstnieje, a zacierki wchłaniają płyn. Dlatego najlepiej ugotować ilość na tzw. „jedno rozlanie” .

Idę zjeść to co jeszcze zostało – mmmm….



środa, 16 października 2013
16 pażdziernika - Światowy Dzień Żywności

16 października. Niby kolejna kartka w kalendarzu. Zwykły, jesienny dzień. Światowy Dzień Chleba. Ale 16 października to także inne święto – Światowy Dzień Żywności!  Zapewne zapytacie – ale o co chodzi? Jedzenie ma swoje święto?  Tak, ma swoje święto, które uczy nas szacunku do jedzenia, zapobiegania marnotrawstwu a co za tym idzie także walce z ogromnym problemem niedożywienia wśród dzieci.

Ostatnio kurier przywiózł mi 2 tajemnicze przesyłki.

W pierwszej była pusta miska z nadrukowanymi buźkami dzieci – wesołych, ale wśród nich znalazły się 3 smutne buźki… oraz z pytaniem „czego tu brakuje?”


Druga paczuszka zawierała pendrive w kształcie czerwonego serca, które okazało się „brakującym elementem”.


Jak to powiązać? To bardzo proste. Przytoczę tu informację prasową  dotyczącą  Światowego Dnia Żywności oraz programu „Dożywianie z Carrefour” i „STOP marnotrawstwu!”

„Pusty talerz i głód zamiast posiłku to rzeczywistość wielu polskich dzieci. A jednak w Polsce żywności nie brakuje – statystycznie marnujemy aż 30% jedzenia. Obchodzony 16 października Światowy Dzień Żywności to dobra okazja, aby uświadomić sobie skalę problemu niedożywienia i marnotrawstwa żywności.”

W Polsce skala problemu niedożywienia dotyka ponad 2,1 mln dzieci w wieku od 0 do 17 lat. Niewystarczająca ilość dostarczanego jedzenia w znacznym stopniu może przyczyniać się do zaburzeń funkcjonowania całego organizmu, a co za tym idzie do zahamowania prawidłowego rozwoju.

„W tym samym czasie, co roku w Polsce do kosza trafia aż 9 mln ton kupionej żywności. Wyrzucamy, bo skończył się termin przydatności do spożycia, bo żywność była niewłaściwe przechowywana, bo kupiliśmy jedzenie niskiej jakości, bo zrobiliśmy zbyt duże zakupy, bo nasze porcje są zbyt duże, a resztek nie umiemy wykorzystać.

Najczęstsze przyczyny wyrzucania żywności (wg przeprowadzonych badań) to:

  • przegapiony termin przydatności do spożycia (39%);
  • zbyt duże porcje posiłków (34%);
  • zbyt duże zakupy (22%);
  • niewłaściwe przechowywanie żywności (21%);
  • zakup produktu niskiej jakości (20%);
  • brak pomysłów na wykorzystanie składników do różnych dań (5%).

 

Wśród produktów najczęściej wyrzucanych przez Polaków znalazły się produkty, które szybko się psują i które są często używane:

  • pieczywo (48%);
  • ziemniaki (37%);
  • wędliny (37%)
  • warzywa (19%)
  • owoce (18%)

Głównymi „winowajcami” są konsumenci indywidualni, którzy odpowiadają za 42% zmarnowanej żywności. Prawie tyle samo, bo aż 39% marnuje się na etapie produkcji żywności. Restauracje i catering to 14% całej zmarnowanej żywności, zaś dystrybucja odpowiada za pozostałe 5%.”

„Realizując programy zaangażowania społecznego, Carrefour Polska walczy z niedożywieniem wśród dzieci i marnotrawstwem żywności. We współpracy z Caritas Polska już po raz trzeci realizujemy program „Dożywianie z Carrefour”. Dzięki grantowi przyznanemu przez Międzynarodową Fundację Carrefour, 1260 dzieci z całej Polski będzie otrzymywać posiłki przez 5 dni w tygodniu do końca roku szkolnego 2013/2014. Wartość udzielonej pomocy to ponad 1,2 mln zł. Podczas trwania poprzednich edycji programu wydano ponad 400 tys. posiłków, a wsparcie finansowe wyniosło 2 mln 250 tys. złotych.”

„STOP Marnotrawstwu” to inicjatywa, której celem jest zwrócenie uwagi pracowników, dostawców i klientów Carrefour na kwestię marnotrawienia żywności, zasobów naturalnych, czasu, pieniędzy czy talentów. Jednym z elementów inicjatywy jest edukacyjny program Odpowiedzialnie każdego dnia!, będący internetową bazą wiedzy. Baza zawiera porady dotyczące przeciwdziałania marnowaniu żywności i zasobów naturalnych, a także właściwego sortowania odpadów i recyklingu. Celem programu jest kształtowanie postaw społecznych poprzez drobne zmiany w zachowaniu, a także wskazanie dodatkowych źródeł oszczędności dla każdej rodziny. Program jest ogólnodostępny i znajduje się na stronie carrefour.pl, w zakładce „Odpowiedzialność społeczna w Carrefour”.

Przygotowując posiłki, robiąc zakupy – warto pamiętać o tym problemie. Szanujmy żywność, zapobiegajmy jej marnotrawstwu – pamiętając, że zmarnowane jedzenie, to kolejny pusty talerz… dziecka.

Bądźmy odpowiedzialni każdego dnia i dawajmy przykład innym.

(źródło: Materiały prasowe Carrefour Polska)

 



20:59, js28 , wydarzenia
Link
poniedziałek, 14 października 2013
3. urodziny bloga!

Trzy lata temu spotkałam grupkę osób, wspaniałych osób, pełnych pasji, radości i miłości do kulinariów.  Ludzi, z którymi do tej pory mogę porozmawiać na każdy temat także poza sferą kulinarną.  Ludzi, którzy wspierali mnie na samym początku prowadzenia bloga służąc radą i pomocą.

Dlatego chcę tu i teraz Im podziękować. Dorotko, Irenko i Andrzeju – to dzięki Wam odkryłam na nowo swoja pasję – zawsze pozostaniecie moimi mentorami i wzorcami.

Te kilka godzin razem spędzonych podczas gotowania sprawiły, że poczułam z nimi niezwykłą więź. Mogę powiedzieć, że podsycili we mnie tę małą iskierkę, która rozpłomieniła się do tego stopnia, że dzisiaj mój blog obchodzi 3 urodziny.

To mało i dużo. Mało, bo są blogerzy ze zdecydowanie dłuższym stażem. Dużo, bo jednak dałam radę przez te 3 lata – choć wzlotów, upadków, momentów radości  ale też i zniechęcenia było naprawdę dużo.

Przez te 3 lata uodporniłam się na głupie, anonimowe komentarze – o pierwszym z nich jednak zapomnieć nie mogę... Przez te 3 lata poznałam kolejnych ludzi dla których pasja gotowania jest ważniejsza niż splendor i fanfary.  Cieszę się, bo dzięki temu, że jestem blogerką mogłam uczestniczyć w wielu wspaniałych warsztatach, konferencjach i spotkaniach.  I choć może się to wydawać tylko fanaberią, to uwierzcie mi, że wiele z tych lekcji wykorzystałam w późniejszym swoim domowym gotowaniu.

Obserwując swojego bloga, widzę jak się zmieniał, jak dojrzewał, jak uczyłam się razem z nim i dla niego, jak piękniały moje fotki. Tym bardziej jestem z nich dumna, że nauczyłam się tego sama, próbując, ćwicząc i próbując.

Przez te 3 lata blog przyciągnął wielu stałych czytelników, których codziennie przybywa. Powiązany z blogiem  fanpage na FB ma już 806 polubień. Dla jednych mało, dla mnie w sam raz – bo wierzę, że są to osoby lubiące blog za przepisy i zdjęcia – nie dla konkursów.

Dziękuję Wam kochani Czytelnicy i kochani Lubisie, że jesteście ze mną. Bo to Wy nakręcacie mnie do dalszego działania i to dla Was chcę tworzyć. To właśnie Wy podtrzymujecie mnie na duchu gdy przychodzą chwile zwątpienia a podcięte skrzydła opadają …

Mój blog wymaga jeszcze wielu zmian – przede wszystkim wizualno – technicznych. Przyjdzie i na to pora , a tymczasem …

Chciałabym życzyć sobie wytrwałości, inspiracji, zadowolenia i radości z tego, że mam swoja pasję, że niczego za nią w zamian nie żądam i nie oczekuję. Bo robię to przede wszystkim dla siebie i dla swoich Czytelników, nie dla aureoli.

Nie zdążyłam upiec ciasta – trudno – myślę, że mój blog jakoś sobie z tym poradzi. Wystarczy mu przecież to, że oddałam mu całe swoje serce!

Wszystkiego dobrego smaczniezjoanna.blox.pl



piątek, 11 października 2013
Tarty na 1001 sposobów - Delecta - recenzja produktu.

Kiedy zaproponowano mi przetestowanie gotowych Tart na 1001 sposobó Delecty podeszłam do tego bardzo sceptycznie. Tarty? Gotowce?  No raczej kruche ciasto mi wychodzi, choć żaden ze mnie mistrz cukiernictwa, ale że lubię nowinki w kuchni postanowiłam wypróbować. Dla Was, dla tych wszystkich, których zrobienie kruchego ciasta przeraża i dla tych, którzy często zapominają o uzupełnieniu zapasów kuchennych i nagle okazuje się, że w szafce nie ma mąki, proszku do pieczenia czy innych ingrediencji.

I tutaj nowy produkt Delecty może przyjść z pomocą.

Występuje w dwóch rodzajach – tarta na słodko oraz tarta na słono.

Źródło: materiały prasowe Kolterman Media Communication

Pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam skład. Jeśli chodzi o ciasto to znalazłam w nim tylko: mąkę pszenną, sól, substancje spulchniające (difosforany i węglan sodu) oraz w przypadku tarty na słodko – glukozę. Do każdego rodzaju tarty dołączony jest fix czyli to co spoi nadzienie – analizując składniki to nic innego jak masa budyniowa na słodko i na słono (mąka pszenna, skrobia, przyprawy (w tarcie słonej) oraz glukozę i karoteny (w tarcie słodkiej).

Dodajemy tylko jajka, margarynę, zimną wodę a do fixów – mleko lub śmietankę i jajka

Każdy z 2 rodzajów tarty to tylko baza pod nasze późniejsze wariacje. Składniki i rodzaje nadzieja zależą tylko i wyłącznie od naszego widzimisię, nastroju oraz dostępności sezonowych produktów.

Ja przygotowałam obie wersje tarty .

Moja wersja tarty na słodko – to tarta cytrynowa. Wyszła smaczna, ale krem budyniowy jednak nie do końca mi w niej pasował.

Tarta cytrynowa

Natomiast do tarty na słono dodałam mrożoną mieszankę warzyw chińską i ser feta.

Tarta z chińską mieszanką warzywną i fetą

Powiem wam, że tarta na słono bardziej trafiła w gust mojego Łasucha – mój także.

Jeśli chodzi o przygotowanie ciasta, to jest to naprawdę proste. Wystarczy mikser. Ciasta nie trzeba chłodzić ani obciążać przed pieczeniem. Wystarczy dobrze ponakłuwać je widelcem.

Ja ciasta nie rozwałkowywałam, tylko wylepiłam nim formę ręcznie. Wyszło bardzo kruche i delikatne.

Tarty są naprawdę wygodne, zwłaszcza dla tych, którzy nie lubią zagniatać, czekać, wałkować. I choć zawsze będę Was namawiać do własnoręcznego zrobienia ciasta kruchego , to jednak z czystym sumieniem mogę polecić ten półprodukt do wykorzystania w Waszych kuchniach. Puśćcie wodze kulinarnej fantazji i zaszalejcie z nadzieniem, zaskakując swoich przyjaciół. Albo zapraszając ich do wspólnego pieczenia – świetna zabawa gwarantowana. A po więcej inspiracji zapraszam was na stronkę – delektujemy.pl a także do książeczki z przepisami, która znajduje się w każdym opakowaniu produktu.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55



Akcja: Nie kradnij zdjęć! Smacznie Z Joanna

Wypromuj również swoją stronę Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl - moja galeria Top Blogi Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi Durszlak.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...