kulinarne fascynacje w zwykłej polskiej kuchni
czwartek, 15 sierpnia 2013
Tosty francuskie z cukrem pudrem

Oj gapa ze mnie! Nie wyłączyłam wczoraj budzika i dzisiaj poderwał mnie na nogi punkt 7.00. Ale byłam wściekła! Jedyne co mogło mi poprawić humor to kubek kawy i pyszne śniadanko. Dzisiaj skusiłam się na tosty francuskie. Albo jak to niektórzy nazywają – chleb w jajku. Bardzo fajny pomysł, gdy zostanie nam wczorajszy chleb, albo… nie mamy nic do kanapek.  Takie pyszne śniadanka często robiliśmy sobie w akademiku, bo co jak co, ale chleb i jajka jakoś zawsze się znalazły. Gorzej było z mlekiem, ale… kto by tam się tym przejmował :)

Dzisiejsze tosty francuskie podałam posypane cukrem pudrem, ale możecie je zjeść ze wszystkim co tylko Wam się zachce np. z dżemem, z owocami, z sosami owocowymi. Szybko, prosto i smacznie! Miłego dnia wszystkim życzę.

Składniki (na 5 – 6 tostów):

  • 6 kromek chleba razowego (jeśli są duże można je przekroić)
  • 2 jajka
  • 50 ml mleka
  • szczypta soli
  • 1 – 2 łyżki masła do smażenia
  • cukier puder do posypania

Roztrzepać jajka z mlekiem i szczyptą soli. Na patelni rozgrzać masło. Moczyć kromki chleba w masie jajecznej i smażyć na złoto z obu stron. Osączyć na papierowym ręczniku. Gorące posypać cukrem pudrem.




środa, 10 lipca 2013
Dżem truskawkowo - jagodowy

Na pożegnanie sezonu truskawkowego (a może na powitanie sezonu jagodowego?) zrobiłam dzisiaj pyszny, bardzo pachnący latem dżem truskawkowo - jagodowy. Użyłam cukru żelującego, ale jeśli macie życzenie możecie przygotować dżem tradycyjnie, gotując aż do zgęstnienia owoców.

Składniki:

  • 1 kg truskawek
  • 150 g jagód
  • 0,5 kg cukru
  • 1 op. cukru żelującego 2:1 do dżemów niskosłodzonych.

Truskawki umyć i odszypułkować, większe pokroić na mniejsze kawałki. Włożyć do rondelka. Jagody umyć i przebrać, odrzucić listki, gałązki i niedojrzałe owoce.

Truskawki podgrzać, wsypać cukier biały i gotować aż cukier się rozpuści. Dodać jagody, wymieszać i chwilę razem gotować, aż truskawki w dużej części się rozpadną. Wsypać cukier żelujący, wymieszać i gotować jeszcze ok. 2 minut. Wyłączyć ogień i mieszać aż piana się wchłonie. Wkładać do wyparzonych słoiczków, zakręcić i odstawić na ok. 5 minut do góry dnem.


 



niedziela, 30 czerwca 2013
Blok czekoladowo - pomarańczowy

Miałam upiec klasyczne ciasteczka. Ale postawiłam na deser, który w 100% kojarzy się z polskimi smakami, a dla niektórych to żywe wspomnienie dzieciństwa. Blok czekoladowy. Pamiętacie go? Gdy w sklepach były tylko wyroby czekoladopodobne (albo nie było nic), a mleko w proszku nie kosztowało worka złota -  ten deser osładzał niedzielne podwieczorki, poruszał wyobraźnię i wzbudzał kreatywność każdej pani domu.

Ja postanowiłam troszkę go odmienić i zamiast herbatników i bakalii dodać tylko wafle i sok pomarańczowy.

Składniki:

  • 400 g mleka w proszku (najlepiej niegranulowane)
  •  1/2 szkl. cukru,
  • 250 g margaryny Mleczna
  •  4 łyżki kakao
  • 1/4 szkl. soku pomarańczowego (najlepiej świeżo wyciśniętego)
  • 1/2 opakowania suchych wafli

Margarynę rozpuścić w garnuszku. Dodać cukier, kakao i sok pomarańczowy. Wszystko dokładnie wymieszać, aby składniki dobrze się połączyły. Zdjąć z ognia. Dodawać porcjami mleko w proszku, a gdy masa będzie bardzo gęsta można jeszcze dodać odrobinę soku pomarańczowego. Pod koniec dodać pokruszone drobno wafle. Dokładnie wymieszać i rozłożyć równomiernie na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Odstawić do lodówki do stężenia. Przed podaniem pokroić w kostkę.

 




poniedziałek, 17 czerwca 2013
Hermann z truskawkami

Tydzień temu dostałam od siostry zaczyn na ciasto. Ciasto łańcuszkowe znane pod różnymi nazwami: chlebek watykański, chleb przyjaźni amiszów, ciasto szczęścia. Ja je znam i zapamiętałam pod nazwą Hermann. Kiedy byłam na studiach moja siostra już je piekła (a było to ładnych naście lat temu), a ja zabierałam do akademika, gdzie znikało w ciągu jednego wieczoru. Tak bardzo wszystkim smakowało.

Dlatego też, ucieszyłam się, że ciasto wróciło i tym razem upiekłam je sama, sumiennie przez tydzień dokarmiając zaczyn.

Przygotowanie nie jest zbyt absorbujące. Wymaga tylko pamiętania o tym, by nie używać w obcowaniu z ciastem  żadnego metalu. A reszta praktycznie robi się sama.

1 porcję zaczynu wkładamy do plastikowej miski i przykrywamy lnianą ściereczką.

Poniedziałek:

Dodać 250 g cukru, nie mieszać, przykryć.

Wtorek:

Wlać 250 ml mleka, nie mieszać, przykryć.

Środa:

Dodać 250 g mąki, nie mieszać, przykryć.

Czwartek:

Zamieszać rano, w południe i wieczorem. Przykryć.

Piątek:

Dodać 250 g cukru, nie mieszać, przykryć.

Sobota:

Zamieszać, rozdzielić na 4 części. 1 zostawić, pozostałe 3 rozdać dobrym ludziom (można zostawić sobie 2 porcje jeśli chcemy upiec większą ilość ciasta).

Niedziela:

Do pozostawionej części dodać 250 ml oleju, 250 g mąki, 3 całe jajka, połowę proszku do pieczenia, pół łyżeczki soli, cukier waniliowy, dowolne owoce lub startą czekoladę. Zamieszać i piec w 180 st. C przez ok. 45 minut.

Proste i pyszne!




sobota, 15 czerwca 2013
Sałata z truskawkami i serem wensleydale

Z pobytu w Londynie przywiozłam sobie kilka rodzajów serów m.in. wensleydale z żurawiną. To tradycyjny, twardy  ser produkowany z mleka krowiego lub owczego w oparciu o oryginalne receptury sięgające  XI w. Jest wilgotny, kruchy, delikatny, kwaskowy z lekko miodowym posmakiem. (źródło: www.seromaniacy.pl) Dodatek suszonej żurawiny wzbogaca ten słodkawy smak. Zakochałam się w nim!

Smak sera wensleydale jest bardzo intrygujący. Po otwarciu opakowania oczywiście nie mogłam się oprzeć i część wyjadłam paluchami, ale resztę postanowiłam wkomponować do sałatki z truskawkami.

Składniki:

  • Mieszanka sałat „Party” Fit & Easy
  • 6 – 7 dużych truskawek
  • ok. 100 g sera wensleydale z żurawiną

Sos:

  • 1 łyżka oleju z pestek winogron
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka  czerwonego octu winnego

 

Składniki sosu wymieszać i odstawić.

Mieszankę sałat wrzucić do miski, dodać umyte i pokrojone na ćwiartki truskawki oraz pokruszony ser. Polać przygotowanym sosem, delikatnie wymieszać i odstawić na 15 minut.

Można posypać uprażonym ziarnem słonecznika.

 

Z tym przepisem biorę udział w konkursie dla blogerów „Inspiruje nas Fit & Easy”

 

Przepisy sałatki Fit & Easy

poniedziałek, 10 czerwca 2013
Sony od kuchni - relacja z warsztatów

Kilka dni przed moim wyjazdem miałam okazję uczestniczyć w warsztatach zorganizowanych przez firmę Sony pod nazwą „Odkryj z nami wszystkie atuty Sony Xperia Tablet Z od kuchni”. Warsztaty odbyły się w Warszawie  w studio kulinarnym Cook Up pod czujnym okiem Tomka Woźniaka i jego kucharzy.

Źródło: Materiały prasowe Sony

Kiedy dostałam zaproszenie (dziękuję Dorota!) pomyślałam sobie, o kurczę – co może mieć wspólnego promocja nowego tabletu z warsztatami kulinarnymi?! Brzmiało to bardzo interesująco, więc ciekawa tych wszystkich nowości wybrałam się do Warszawy. No i się spóźniłam! Bo mój autobus, który zawsze jest na dworcu około 10.00 tym razem utknął w korku i wylądowałam na dworcu centralnym piętnaście minut po czasie. W związku z tym nie zdążyłam na zaplanowany autobus miejski, a kolejny jechał dopiero o 10.30. Jakby tego było mało ten też utknął w korku, więc na warsztaty weszłam spóźniona godzinę! Byłam wściekła i już chciałam zrezygnować i nie iść wcale, ale skoro już jakoś dotarłam do studia…

Głupio mi tak było wpakować się w trakcie warsztatów, tym bardziej, jak się okazało – cała prezentacja sprzętu przeszła mi koło nosa, a uczestnicy już zaczęli gotowanie.

Na zdjęciu: gotujemy, smakujemy :)

Na szczęście wspaniałe dziewczyny z Sony zajęły się mną i już po chwili trzymałam w jednej ręce tablet z przepisem, a w drugiej łyżkę do mieszania. Ku mojej radości okazało się, że przepisy przygotowane na okoliczność warsztatów dotyczyły kuchni azjatyckiej.

Wśród tych pyszności znalazły się między innymi:

Szparagi w panierce panko

Ceviche ze szparagami

Pierożki w omletach, z chili, miętą i wieprzowiną

Domowe guacamole

Tiramisu zielona herbata z truskawkami

Mini Tacosy z wołowiną; czerwoną fasolą; kaczką; chrupiącym tofu i kiełkami sojowymi.

Mnie trafiło przygotowanie  chrupiącego tofu z kiełkami sojowymi i sosem sojowym.

No dobrze, ale pewnie jesteście ciekawi co łączy nowy Xperia Tablet Z z kucharzeniem?

Podając za materiałami prasowymi Sony jest on „najnowocześniejszym wśród dostępnych na rynku wydajnych tabletów LTE na platformie Android. Ekran ma przekątną 10,1 cala. Xperia Tablet Z to zarazem najsmuklejszy (6,9 mm) i najlżejszy (waży mniej niż 500 g) tablet o tej przekątnej ekranu. Wykonany jest z najwyższej jakości materiałów i jest pierwszym tabletem, który spełnia najwyższe normy odporności na wodę jakie kiedykolwiek zostały zastosowane w tablecie, co sprawia, że nie zagraża mu przypadkowe zachlapanie lub zalanie.” (źródło: materiały prasowe Sony) I rzeczywiście po skończonej pracy w kuchni, gdy przypadkowo dotkniemy go brudnymi palcami, zostawimy tłuste smugi czy nawet przyschnięte ślady jedzenia, wystarczy wsadzić go pod kran z bieżącą wodą i po prostu opłukać. Tak samo nic się nie dzieje gdy w trakcie pracy wylejemy na niego płyn – mnie się zdarzyło wylać na niego sos sojowy – wystarczy jeden ruch ścierki i możemy wracać do pracy.

Źródło: materiały prasowe Sony

Duży wyświetlacz pozwala na łatwe korzystanie z przepisu bez konieczności przytrzymywania kartek zeszytu czy książki. Jeśli lubicie gadżety ułatwiające pracę w kuchni, to jest to zdecydowanie sprzęt dla Was. Mnie się bardzo spodobał jego kształt, smukłość, lekkość no i ta odporność no i to, że korzystając z niego nie muszę myśleć i uważać by przypadkiem go nie uszkodzić. Mogę więc powiedzieć tak – ten tablet zdecydowanie ma dużo wspólnego z kucharzeniem.

Po warsztatach oczywiście przyszła pora na degustację naszych potraw i miłe rozmowy.

Na pierwszym planie: Tiramisu zielona herbata i truskawki - pyszne!

 

Na zdjęciu: Z Tomkiem Woźniakiem :)

Bardzo wszystkim dziękuję i oczywiście pozdrawiam.

A dla moich czytelników mam przepis na przygotowane przeze mnie chrupiące tofu z kiełkami sojowymi sosem sojowym.

Składniki:

  • 200 g tofu
  • garść kiełków sojowych
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • Pęczek świeżej kolendry
  • 4 tortille

Tofu pokroić na 1 cm, kostkę.  W woku rozgrzać 2 łyżki oleju i smażyć tofu cały czas obracając tak aby było chrupiące. Wyjąć na papierowy ręcznik. Do woka wrzucić kiełki soi i posiekaną kolendrę. Dodać tofu, wlać sos sojowy i smażyć jeszcze wszystko razem przez ok. minutę. Tak przygotowane tofu zawijamy w rozgrzane wcześniej w piekarniku ciepłe tortille.

Na zdjęciu: Chrupiące tofu podane w tortillach

 



piątek, 07 czerwca 2013
Razowe placki z truskawkami

W końcu są! Pachnące, słodkie, soczyste. Wytęsknione, wyczekane przez zimę. Truskawki! Jedne z moich ulubionych owoców. Ja już zaliczyłam pierwszą „potruskawkową” wysypkę – więc teraz mogę jeść je do woli. Dzisiaj musiałam zrobić szybki obiad. W pracy myślałam o naleśnikach, ale gdy przyszłam do domu to stwierdziłam, że jeszcze szybsze będą placki. Wyszły palce lizać.

Składniki:

  • 1 szkl .mleka
  • 1 szkl. mąki pszennej razowej (+ dodatkowo kilka łyżek, jeśli ciasto będzie zbyt rzadkie)
  • 1 – 2 łyżki otrąb pszennych
  • 1 płaska łyżeczka sody
  • 1 jajko
  • 1 – 3  łyżeczki cukru (w zależności od smaku truskawek)
  • 20 dag świeżych truskawek
  • cukier puder do posypania

Mleko roztrzepać z jajkiem, dodać mąkę, sodę i cukier. Dobrze wymieszać. Ciasto powinno mieć konsystencję śmietany. Jeśli trzeba dodać więcej mąki. Najszybciej i najdokładniej zrobi to za nas robot. Ja użyłam trzepaczek robota Kenwood FP 270. Ciasto było gotowe w kilka chwil.

Truskawki umyć, odszypułkować, pokroić na mniejsze cząstki i wymieszać z ciastem.

Na patelni rozgrzać oliwę, nakładać łyżką niewielkie placki i smażyć z obu stron na złoty kolor. Posypać cukrem pudrem.

 



niedziela, 02 czerwca 2013
Warzywa z sosem red thai - recenzja produktu

Jeszcze przed moim wyjazdem otrzymałam do wypróbowania 3 rodzaje sosów gotowych  firmy Tarsmak: sos pieczarkowy, sos warzywny i sos red thai. Wszystkie są produkowane z naturalnych składników, bez konserwantów i wzmacniaczy smaków. Każdy z tych sosów po otwarciu słoika uderzał zapachem świeżości, co w przypadku tego rodzaju produktów jest rzadkością. Pieczarkowy pachnie pieczarkami, warzywny świeżymi warzywami a red thai pachnie orientem.

Sos pieczarkowy i sos warzywny zapakowane są w słoiki o pojemności 500 g. Sos red thai jest mniejszy, ale to dlatego, że dodaje się go do potraw w mniejszych ilościach z uwagi na ostrość.

Ja dzisiaj zrobiłam warzywa z patelni z sosem red thai i makaronem sojowym.  Sos doskonale pasuje do naturalnego smaku warzyw, jest lekko słodki i pikantny. Można w nim wyczuć posiekaną cebulę i pikle z ogórków. Jest pyszny! Można go także podawać na zimno np. do kanapek.

Jeśli kiedykolwiek będę musiała skorzystać z gotowca to na pewno wybiorę sosy firmy Tarsmak.



piątek, 17 maja 2013
Japońskie słodycze M. Tomaszewska - Bolałek

Kiedy na początku tygodnia dostałam tę książkę jeszcze w formacie PDF wiedziałam, że to będzie kolejna pozycja, która stanie się moją ulubioną w kulinarnym księgozbiorze.

I to nie tylko z racji mojej fascynacji Dalekim Wschodem. Również dlatego, że uwielbiam książki dotyczące jedzenia pisane w taki właśnie sposób – przez pryzmat historii. Ale nie w podręcznikowym, suchym tonie – tylko właśnie bogate w odległe dzieje, opowieści, anegdoty, motywy powstawania danej potrawy czy tłumaczenie pochodzenia jej nazwy.

Książka Magdaleny Tomaszewskiej – Bolałek „Japońskie słodycze” nie jest stricte książką kucharską. Tak jak napisałam wcześniej to raczej historia tych specjałów w krajach Dalekiego Wschodu. Książka jest efektem wieloletnich badań autorki „nad japońską sztuką cukierniczą” (str. 7). Opisuje znaczenie i funkcję słodyczy w kulturze i sztuce kulinarnej (rozdział pierwszy), całą fizjologię smaku i klasyfikację słodyczy w Japonii.  Już teraz wiem, że słodycze (kashi) dzielą się na wagashi (słodycze japońskie) oraz yogashi (słodycze w stylu europejskim). I tak jak w przypadku yogashi jest to jeden rodzaj słodyczy, tak patrząc na  podział wagashi  można się już lekko zagubić.


W rozdziale drugim możemy przeczytać o początkach słodyczy na Wyspach Japońskich. Od kształtowania kultury żywieniowej w poszczególnych epokach, poprzez duże wpływy chińskiej oraz koreańskiej sztuki kulinarnej, po nanbangashi – słodycze południowych barbarzyńców czyli Portugalczyków, którzy w XIV w. chcieli opanować Japonię. Przywieźli oni ze sobą m.in. przepis na ciasto biszkoptowe (kasutera), które nie dosyć, że było wypiekane w piecu, to jeszcze używano do niego jajek – Japończycy tego nie stosowali przy wyrabianiu swoich słodyczy.

W rozdziale trzecim możemy poznać w końcu rodzaje japońskich słodyczy, od ilości których może się zakręcić w głowie. Generalnie wagashi dzielą się na namagashi (słodycze surowe), han namagashi (o nieco dłuższym terminie spożycia) i higashi (słodycze suszone).


W rozdziale czwartym – słodycze w źródłach kultury – przeczytać możemy opowieści, wzmianki, wiersze i pieśni, chwalące i opisujące wszelkie źródła słodkości. Rozdział piąty przenosi nas już do współczesności wskazując na znaczenie słodyczy w życiu obecnych Japończyków. To naprawdę ciekawe, że słodycze mogą odgrywać tak wielką rolę w życiu codziennym, uroczystościach rodzinnych i świętach, a nawet w czasie ceremonii herbacianej.

Ostatnią część książki stanowią przepisy na proste desery japońskie oraz na składniki do nich potrzebne np. koshi an – pastę z fasoli azuki, tak często używaną w deserach Dalekiego Wschodu.

Słodycze japońskie tak jak każdy element posiłków tej kuchni są niezwykle estetyczne, pięknie wykonane, z precyzyjną dbałością o odwzorowanie nawet najmniejszego szczegółu. Zwykłe karmelki przybierają postaci ptaków, motyli, chryzantem. Są kolorowe i bardziej wyglądają jak zabawki niż jedzenie, ale zgodnie z japońską tradycją jedzenie ma również cieszyć oko. I w przypadku tych słodyczy tak właśnie jest – nie można się od nich oderwać.

„Japońskie słodycze” to książka do przeczytania, nie do przejrzenia i odstawienia na półkę. Ma w sobie tyle ciekawych treści, że wciąga już od pierwszej strony. Fascynująca historia, przepiękne zdjęcia, przystępny język  sprawiły, że gdy wczoraj ją dostałam w formie papierowej, nie mogłam się od niej oderwać.

 

Magdalena Tomaszewska – Bolałek

„Japońskie słodycze”

Wydawnictwo Hanami

Warszawa 2013

 

Recenzję publikuję również na portalu 


wtorek, 14 maja 2013
Kolorowe galaretki w czekoladzie

Jakiś czas temu dostałam do wypróbowania nowe galaretki Winiary o kolorach i smakach egzotycznych drinków:  żółta - Pina Colada, niebieska - Blue Curacao, różowa - Pink Margarita i zielona - Mojito. Długo się zastanawiałam do czego je wykorzystać, co oryginalnego z nich zrobić, no i przede wszystkim, który kolor wypróbować jako pierwszy. Nie mogłam się zdecydować, więc postawiłam na prosty deser, który smakuje i dużym i małym – galaretka w czekoladzie.

Składniki (na ok. 24 czekoladki):

  • 2 tabliczki czekolady deserowej
  • po 1 opakowaniu galaretek tropikalnych Winiary
  • po 1 szkl. wody na każdą galaretkę.

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, odczekać aż lekko przestygnie i nie będzie spływać po ściankach. Pędzelkiem wysmarować dokładnie foremki do pralinek . Warstwa czekolady musi być grubsza, żeby czekoladki nie popękały przy wyjmowaniu. Wstawić do lodówki aby stężała.

Galaretki rozpuścić w gorącej wodzie (każdą osobno). Dokładnie wymieszać i odstawić do ostygnięcia. Kiedy zacznie tężeć – wlać do czekoladowych foremek zostawiając trochę miejsca na górną warstwę czekolady. Ponownie odstawić do zastygnięcia. Kiedy stężeją, pozostałą czekoladę ponownie rozpuścić i przykryć galaretki. Odstawić do lodówki.  

Kiedy czekoladki dobrze stężeją delikatnie wyjmować z foremek.

Galaretki są intensywne w smaki, a mniejsza ilość wody jeszcze go podkreśliła. Doskonale pasują do ciemnej czekolady i przyjemnie chłodzą w upalny dzień. Spróbujecie?


 



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55



Akcja: Nie kradnij zdjęć! Smacznie Z Joanna

Wypromuj również swoją stronę Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl - moja galeria Top Blogi Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi Durszlak.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...