kulinarne fascynacje w zwykłej polskiej kuchni
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Śniadanie do pracy - czyli jak się zapakować, żeby dobrze smakowało (recenzja produktu)

Dzisiejszy wpis będzie nietypowy. Tym razem nie będzie przepisu, chcę Wam za to pokazać, że śniadanie czy lunch do pracy/szkoły wcale nie musi kończyć się na zwykłych kanapkach zawiniętych w papier śniadaniowy.

Od jakiegoś czasu na polskim rynku istnieje dość duży wybór pudełek śniadaniowych i lunchboxów, jednak ja chciałabym Wam zwrócić uwagę na serię SISTEMA oferowaną przez sklep internetowy redcoon.pl , od którego w ramach współpracy blogerskiej otrzymałam zestaw 3 lunchboxów i 1 misę do sałaty.

Misę pokażę Wam przy okazji zrobienia świątecznej sałaty, natomiast dzisiaj pokażę Wam jakie możliwości mają owe lunchboxy. Nadmienię tylko, że wszystkie są wolne od szkodliwych związków chemicznych BPA, a więc nadają się do kontaktu z żywnością. Nie przebarwiają się od soków ani owoców, a żywność w nich przechowywana zachowuje zapach i świeżość, ponieważ mają szczelne zamknięcia.

Zestaw Nr 1

SISTEMA Trzypak Combo To Go

Pojemnik ten składa się z:

  • dwukomorowego pojemnika split (z przykrywką) na kanapki lub owoce (o łącznej pojemności 2 l)
  • małego pojemnika na przekąski
  • butelki – bidonu ze sprytnym zamknięciem.

Idealny zestaw dla dzieci do szkoły, mogą mieć swoje ulubione przekąski i napoje pod ręką, bez obaw, że coś się wyleje lub zabrudzi.

 

 

Zestaw Nr 2

SISTEMA Sałatka To Go

To duży pojemnik na sałatkę (ok. 1,1 l pojemności),  z dodatkowym pojemniczkiem na dressing oraz składanymi sztućcami.  Oprócz tego posiada dwie oddzielne strefy na składniki, które trzeba dodać do sałatki tuż przed spożyciem. Bardzo wygodne, zwłaszcza, że po złożeniu i zamknięciu mamy wszystko w jednym opakowaniu. Nic nie wypadnie, nie wycieknie, a sztućce nie zgubią się w torbie. Po zjedzeniu lunchu nawet gdy nie mamy możliwości umycia pudełka, rozkładamy sztućce, wrzucamy je do pudełka i składamy wszystko razem nie martwiąc się o to, że zabrudzi nam plecak czy torebkę.

 

 

Zestaw Nr 3

SISTEMA Schłodzone To Go

Ten pojemnik jest idealny na upalne dni, kiedy obawiamy się, że nasze śniadanie może nie przetrwać w plastikowym pojemniku. SISTEMA Schłodzone To Go zawiera bowiem wkład chłodzący podobny do tego jaki stosuje się w lodówkach turystycznych. Wystarczy nalać wody, zamrozić i jest gotowy do użycia. Stosuje się go jako przykrywkę, więc chłodzi zarówno jedzenie, które znajduje się w pojemniku głównym (1,3 l pojemności), jak i dressing lub sos, który zabieramy w oddzielnym pudełku z przykrywką. Wszystko pozostaje świeże, pachnące a my nie musimy się martwić o nasze jedzenie. Oczywiście do zestawu dołączone są składane sztućce.


Wszystkie zestawy są bardzo praktyczne, warto je mieć pod ręką, o każdej porze roku. Czy to w pracy, w szkole, na wycieczce czy na wakacjach, zwłaszcza, że ceny są bardzo przystępne.

Polecam!

 A o misie na sałatę napiszę wkrótce :)

 



piątek, 11 października 2013
Tarty na 1001 sposobów - Delecta - recenzja produktu.

Kiedy zaproponowano mi przetestowanie gotowych Tart na 1001 sposobó Delecty podeszłam do tego bardzo sceptycznie. Tarty? Gotowce?  No raczej kruche ciasto mi wychodzi, choć żaden ze mnie mistrz cukiernictwa, ale że lubię nowinki w kuchni postanowiłam wypróbować. Dla Was, dla tych wszystkich, których zrobienie kruchego ciasta przeraża i dla tych, którzy często zapominają o uzupełnieniu zapasów kuchennych i nagle okazuje się, że w szafce nie ma mąki, proszku do pieczenia czy innych ingrediencji.

I tutaj nowy produkt Delecty może przyjść z pomocą.

Występuje w dwóch rodzajach – tarta na słodko oraz tarta na słono.

Źródło: materiały prasowe Kolterman Media Communication

Pierwsze co zrobiłam, to sprawdziłam skład. Jeśli chodzi o ciasto to znalazłam w nim tylko: mąkę pszenną, sól, substancje spulchniające (difosforany i węglan sodu) oraz w przypadku tarty na słodko – glukozę. Do każdego rodzaju tarty dołączony jest fix czyli to co spoi nadzienie – analizując składniki to nic innego jak masa budyniowa na słodko i na słono (mąka pszenna, skrobia, przyprawy (w tarcie słonej) oraz glukozę i karoteny (w tarcie słodkiej).

Dodajemy tylko jajka, margarynę, zimną wodę a do fixów – mleko lub śmietankę i jajka

Każdy z 2 rodzajów tarty to tylko baza pod nasze późniejsze wariacje. Składniki i rodzaje nadzieja zależą tylko i wyłącznie od naszego widzimisię, nastroju oraz dostępności sezonowych produktów.

Ja przygotowałam obie wersje tarty .

Moja wersja tarty na słodko – to tarta cytrynowa. Wyszła smaczna, ale krem budyniowy jednak nie do końca mi w niej pasował.

Tarta cytrynowa

Natomiast do tarty na słono dodałam mrożoną mieszankę warzyw chińską i ser feta.

Tarta z chińską mieszanką warzywną i fetą

Powiem wam, że tarta na słono bardziej trafiła w gust mojego Łasucha – mój także.

Jeśli chodzi o przygotowanie ciasta, to jest to naprawdę proste. Wystarczy mikser. Ciasta nie trzeba chłodzić ani obciążać przed pieczeniem. Wystarczy dobrze ponakłuwać je widelcem.

Ja ciasta nie rozwałkowywałam, tylko wylepiłam nim formę ręcznie. Wyszło bardzo kruche i delikatne.

Tarty są naprawdę wygodne, zwłaszcza dla tych, którzy nie lubią zagniatać, czekać, wałkować. I choć zawsze będę Was namawiać do własnoręcznego zrobienia ciasta kruchego , to jednak z czystym sumieniem mogę polecić ten półprodukt do wykorzystania w Waszych kuchniach. Puśćcie wodze kulinarnej fantazji i zaszalejcie z nadzieniem, zaskakując swoich przyjaciół. Albo zapraszając ich do wspólnego pieczenia – świetna zabawa gwarantowana. A po więcej inspiracji zapraszam was na stronkę – delektujemy.pl a także do książeczki z przepisami, która znajduje się w każdym opakowaniu produktu.



poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Cynamonowe gofry - recenzja produktu

W ramach akcji „Blog Partner Redcoon” organizowanej przez sklep Redcoon.pl otrzymałam do przetestowania nietypową gofrownicę Efbe - Schott ZWE 1010 (produkt w sklepie możecie zobaczyć tu: KLIK )

Dlaczego nietypową? Jak widzicie na zdjęciu, można w niej wypiekać gofry o 8 różnych wzorach. Gofry wyglądają jak małe obrazki i na pewno zachęcą do zjedzenia śniadania większość małych (i dużych też) niejadków.

Gofrownica jest bardzo prosta w obsłudze. Posiada kontrolne lampki, które tak jak w przypadku opiekacza do tostów wskazują nam, kiedy gofry są gotowe. Warto jednak potrzymać je chwilę dłużej, żeby stały się rumiane, bo wtedy są bardziej chrupkie.

Do kompletu dołączona jest książeczka z przepisami na różne rodzaje gofrów, minusem jest brak polskiego tłumaczenia, ale myślę, że ze słowniczkiem każdy sobie poradzi. A jakby co, to będę zamieszczać przepisy właśnie z tej książeczki, bo trochę do wypróbowania ich jest.

 Ja na początek wybrałam prosty przepis na gofry cynamonowe ( nr 2).

Składniki:

  • 60 – 70 g masła
  • 125 g cukru
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • sok z połowy cytryny
  • 200 – 250 g mąki

Zmiksować masło z cukrem i jajkami. Dodać sok z cytryny, cynamon i przesianą mąkę. Miksować na gładką, dość zwartą masę.

Włączyć urządzenie. Kiedy się nagrzeje i zgaśnie lampka, nakładać małymi porcjami ciasto (można na każdy kwadracik nałożyć kulkę ciasta wielkości orzecha włoskiego, albo dość szeroki wałek na środek formy). Zamknąć urządzenie. Piec chwilę dłużej od zgaśnięcia lampki, aż gofry się zrumienią.

Można chrupać na ciepło i na zimno. Są pyszne!


 



niedziela, 02 czerwca 2013
Warzywa z sosem red thai - recenzja produktu

Jeszcze przed moim wyjazdem otrzymałam do wypróbowania 3 rodzaje sosów gotowych  firmy Tarsmak: sos pieczarkowy, sos warzywny i sos red thai. Wszystkie są produkowane z naturalnych składników, bez konserwantów i wzmacniaczy smaków. Każdy z tych sosów po otwarciu słoika uderzał zapachem świeżości, co w przypadku tego rodzaju produktów jest rzadkością. Pieczarkowy pachnie pieczarkami, warzywny świeżymi warzywami a red thai pachnie orientem.

Sos pieczarkowy i sos warzywny zapakowane są w słoiki o pojemności 500 g. Sos red thai jest mniejszy, ale to dlatego, że dodaje się go do potraw w mniejszych ilościach z uwagi na ostrość.

Ja dzisiaj zrobiłam warzywa z patelni z sosem red thai i makaronem sojowym.  Sos doskonale pasuje do naturalnego smaku warzyw, jest lekko słodki i pikantny. Można w nim wyczuć posiekaną cebulę i pikle z ogórków. Jest pyszny! Można go także podawać na zimno np. do kanapek.

Jeśli kiedykolwiek będę musiała skorzystać z gotowca to na pewno wybiorę sosy firmy Tarsmak.



20:41, js28 , recenzje
Link
piątek, 17 maja 2013
Japońskie słodycze M. Tomaszewska - Bolałek

Kiedy na początku tygodnia dostałam tę książkę jeszcze w formacie PDF wiedziałam, że to będzie kolejna pozycja, która stanie się moją ulubioną w kulinarnym księgozbiorze.

I to nie tylko z racji mojej fascynacji Dalekim Wschodem. Również dlatego, że uwielbiam książki dotyczące jedzenia pisane w taki właśnie sposób – przez pryzmat historii. Ale nie w podręcznikowym, suchym tonie – tylko właśnie bogate w odległe dzieje, opowieści, anegdoty, motywy powstawania danej potrawy czy tłumaczenie pochodzenia jej nazwy.

Książka Magdaleny Tomaszewskiej – Bolałek „Japońskie słodycze” nie jest stricte książką kucharską. Tak jak napisałam wcześniej to raczej historia tych specjałów w krajach Dalekiego Wschodu. Książka jest efektem wieloletnich badań autorki „nad japońską sztuką cukierniczą” (str. 7). Opisuje znaczenie i funkcję słodyczy w kulturze i sztuce kulinarnej (rozdział pierwszy), całą fizjologię smaku i klasyfikację słodyczy w Japonii.  Już teraz wiem, że słodycze (kashi) dzielą się na wagashi (słodycze japońskie) oraz yogashi (słodycze w stylu europejskim). I tak jak w przypadku yogashi jest to jeden rodzaj słodyczy, tak patrząc na  podział wagashi  można się już lekko zagubić.


W rozdziale drugim możemy przeczytać o początkach słodyczy na Wyspach Japońskich. Od kształtowania kultury żywieniowej w poszczególnych epokach, poprzez duże wpływy chińskiej oraz koreańskiej sztuki kulinarnej, po nanbangashi – słodycze południowych barbarzyńców czyli Portugalczyków, którzy w XIV w. chcieli opanować Japonię. Przywieźli oni ze sobą m.in. przepis na ciasto biszkoptowe (kasutera), które nie dosyć, że było wypiekane w piecu, to jeszcze używano do niego jajek – Japończycy tego nie stosowali przy wyrabianiu swoich słodyczy.

W rozdziale trzecim możemy poznać w końcu rodzaje japońskich słodyczy, od ilości których może się zakręcić w głowie. Generalnie wagashi dzielą się na namagashi (słodycze surowe), han namagashi (o nieco dłuższym terminie spożycia) i higashi (słodycze suszone).


W rozdziale czwartym – słodycze w źródłach kultury – przeczytać możemy opowieści, wzmianki, wiersze i pieśni, chwalące i opisujące wszelkie źródła słodkości. Rozdział piąty przenosi nas już do współczesności wskazując na znaczenie słodyczy w życiu obecnych Japończyków. To naprawdę ciekawe, że słodycze mogą odgrywać tak wielką rolę w życiu codziennym, uroczystościach rodzinnych i świętach, a nawet w czasie ceremonii herbacianej.

Ostatnią część książki stanowią przepisy na proste desery japońskie oraz na składniki do nich potrzebne np. koshi an – pastę z fasoli azuki, tak często używaną w deserach Dalekiego Wschodu.

Słodycze japońskie tak jak każdy element posiłków tej kuchni są niezwykle estetyczne, pięknie wykonane, z precyzyjną dbałością o odwzorowanie nawet najmniejszego szczegółu. Zwykłe karmelki przybierają postaci ptaków, motyli, chryzantem. Są kolorowe i bardziej wyglądają jak zabawki niż jedzenie, ale zgodnie z japońską tradycją jedzenie ma również cieszyć oko. I w przypadku tych słodyczy tak właśnie jest – nie można się od nich oderwać.

„Japońskie słodycze” to książka do przeczytania, nie do przejrzenia i odstawienia na półkę. Ma w sobie tyle ciekawych treści, że wciąga już od pierwszej strony. Fascynująca historia, przepiękne zdjęcia, przystępny język  sprawiły, że gdy wczoraj ją dostałam w formie papierowej, nie mogłam się od niej oderwać.

 

Magdalena Tomaszewska – Bolałek

„Japońskie słodycze”

Wydawnictwo Hanami

Warszawa 2013

 

Recenzję publikuję również na portalu 


21:42, js28 , recenzje
Link
niedziela, 14 kwietnia 2013
Patelnia do mini naleśników - recenzja produktu

Ostatnio sklep Emako.pl zaproponował mi współpracę. W ramach otrzymanego bonu mogłam zamówić dowolne produkty z oferty kuchennych akcesoriów. Kiedy tak przeglądałam strony, w oko wpadła mi  m. in. patelnia do mini naleśników. Pomyślałam sobie, że warto byłoby ją wypróbować, bo naleśniki uwielbiam, a taka forma ich podania jest naprawdę ciekawa. Więc zamówiłam ją razem z kawiarką.  Paczka z produktami przyszła w ciągu 2 dni od zakupu, nie pozostało mi więc nic innego jak przystąpić do smażenia naleśników.


Generalnie patelnia jest lekka i poręczna, szybko i równomiernie się nagrzewa. Dołki na ciasto są równe. Mam jednak uwagę – ponieważ ma dość dużą średnicę i nie posiada płaskiej podstawy, miałam problem z postawieniem jej na mojej kuchence gazowej .  No ale w końcu jakoś sobie poradziłam i usmażyłam pyszne naleśniki w formie placuszków. Jeśli ktoś dysponuje kuchenką z szerszymi rusztami nad palnikami, to nie będzie miał problemu ze stabilnością patelni.


Jednorazowo możemy usmażyć 19 mini naleśników, placków, racuchów. Wyglądają jak małe ciasteczka – w sam raz na jeden kęs. A dla dzieci mogą być świetną zabawą gdy pozwolimy im naleśniczki dowolnie ozdobić.

Patelnię możecie kupić w sklepie Emako.pl za cenę 23.90 zł.



niedziela, 13 stycznia 2013
"Smak podróży. Przewodnik kulinarny po 10 krajach"

Na dzisiejszy wpis z cyklu „Niedziela z recenzją” wybrałam pozycję „Smak podróży” wydawnictwa Pascal.  W sam raz na zimową aurę za oknem, bo wraz książką przenosimy się do 10 krajów Europy i Afryki Północnej. Krajów pełnych kulinarnych tradycji i bogatych w smaki, aromaty i przyprawy.

Podróż rozpoczynamy od słonecznej Bułgarii by przez Chorwację, Francję, Grecję, Hiszpanię, Węgry i Włochy dotrzeć do Egiptu, Tunezji i Maroka. Każdy rozdział jest poprzedzony obszernym wprowadzeniem w historię i kulturę danego kraju oraz w jego tajniki kulinarne i ciekawostki związane z potrawami jadanymi na co dzień i od święta.  Dodatkowo naszą podróż uprzyjemniają cudowne zdjęcia  i przepisy na dania zarówno proste jak i te bardziej wymyślne. W Bułgarii poczęstujemy się zupą ogrodową (str. 25). W Chorwacji zjemy stubicę (str.55).  Francja przywita nas zupą z kaszanką (str. 83), a z Grecji nie wyjedziemy dopóki nie spróbujemy gulaszu z ośmiornicy. Hiszpania to tradycyjna paella valenciana (str. 148) a Węgry zapamiętamy ze smaku gołąbków z Kolozsvaru (str. 171). Włochy pachną ziołami i sosem bolognese (str. 213) a kuchnia Afryki Północnej pełna jest często zaskakujących połączeń smaków np. krem z fenkułu z krewetkami i ananasem (str. 243).

Warto mieć ta pozycję w domu, bo choć to książka kucharska to czyta się ja niczym najlepszą powieść przygodową.  Idealny prezent dla kulinarnych powsinogów …



niedziela, 06 stycznia 2013
"Mięsa. Najlepsze potrawy i marynaty". A. Manning

Kiedy dostałam do zrecenzowania książkę „Mięsa najlepsze potrawy i marynaty” Anneki Manning bardzo się ucieszyłam, bo dobrych pomysłów na mięso nigdy nie jest za wiele.  Tym bardziej, że można  przyrządzać je na mnóstwo wspaniałych sposobów, nie tylko ograniczając się do grillowania lub pieczenia.

Treść książki podzielona jest na 5 rozdziałów, każdy poświęcony innemu sposobowi przyrządzania mięsa. I tak poznajemy przepisy na potrawy smażone, potrawy pieczone, potrawy duszone, a także gulasze, zapiekanki i potrawy z curry.  Oprócz ponad 85 przepisów można znaleźć tu wiele ciekawych wskazówek np. o tym jak rozpoznawać mięso dobrej jakości, o podziale tusz zwierzęcych  oraz dotyczących technik obróbki mięsa, czyli „jak oczyszczać żeberka jagnięce, wiązać wołowinę, kroić udziec jagnięcy i gotować bulion wołowy” (str. 7). Warto też wiedzieć jaki kawałek tuszki wykorzystać do danej potrawy.

„Mięsa najlepsze potrawy i marynaty” to zbiór przepisów na dania codzienne i odświętne. Od burgerów, przez klopsiki, gulasze, sałatki po wykwintne pieczyste i dziczyznę. To przepisy na dania z kuchni orientalnej, afrykańskiej i naszej polskiej.  To także przepisy na doskonałe marynaty, z których jedną (marynatę sojowo - miodową) wykorzystałam do przygotowania dania w garnku rzymskim.

Kuszące zdjęcia, przejrzyste opisy technik wykonania sprawiają, że przygotowywanie potraw mięsnych (nawet tych bardziej skomplikowanych) stanie się łatwiejsze.

Książka inspiruje do tworzenia i komponowania własnych potraw, z własnymi dodatkami. Nie ogranicza nas przepisem, choć na początku na pewno warto przygotować mięso zgodnie z podanymi wytycznymi. Brakuje mi w tej książce większej ilości dań z wieprzowiną, która jednak w naszym kraju jest najbardziej rozpowszechniona i najłatwiej dostępna. Ale tak jak napisałam wyżej każdy przepis można zmodyfikować według własnych potrzeb i uznania.

Bardzo ciekawa pozycja, pięknie wydana, opatrzona apetycznymi zdjęciami autorstwa Julie Renouf – zaprasza na wspaniałą podróż przez mięsną krainę smaku.

Zapraszam! I tym samym rozpoczynam nowy cykl na moim blogu: Niedziela z recenzją.


Wydawnictwo



 

Recenzję możecie także przeczytać na portalu


środa, 15 sierpnia 2012
Sushi i sashimi

Jeśli interesuje Was kuchnia japońska, a zwłaszcza jeśli kochacie sushi ze wszystkimi jego wariantami, to poradnik „Sushi i sashimi” wydawnictwa RM będzie dla Was lekturą obowiązkową.

Nie od dziś wiadomo, że kuchnia japońska jest jedną z najbardziej estetycznych kuchni świata, a  „piękno oznacza ogromne staranie o szczegóły, uważny wybór naczyń i przyborów kuchennych, również ze zwróceniem uwagi na ich ułożenie”. (str. 7). Dlatego sercem i duszą japońskiej kuchni jest właśnie sushi. A dlaczego? Ponieważ właśnie w jego  przygotowywaniu kucharz wyraża swój artyzm i zmysł sztuki, pokazując zdolności do komponowania obrazów. „Smakowite kąski z ryżu wyglądają jak płytki mozaiki, a cienkie kawałki ryb – jak pociągnięcia pędzlem na malowidle”. (str. 9)

Oprócz przepisów (o różnym stopniu zaawansowania) znajdziecie tutaj także mnóstwo porad dotyczących odpowiedniego przygotowania poszczególnych składników sushi np.: ryżu, białych ryb, owoców morza i warzywnych dodatków.  Zapoznacie się także z technikami przygotowywania tej oryginalnej potrawy, a jeśli ciekawi Was historia i kultura Japonii oraz cały rytuał związany ze spożywaniem posiłków w Kraju Kwitnącej Wiśni – to poradnik spełni Wasze oczekiwania. Całości dopełniają piękne, smakowite zdjęcia.

Po przeczytaniu poradnika wykonanie sushi i sashimi przestaje być przeszkodą nie do ominięcia.

Autorami tekstów są  Rosalba Gioffre i Kuroda Keisuke, przepisów Rie  Hasegawa, a fotografiami opatrzył  Giovani Petronio.

Książkę udostępnił mi portal Polska Gotuje, na którym także zamieściłam swoją recenzję


 

Wydawnictwo





wtorek, 03 lipca 2012
"Herbaciarnia Madeline" Darien Gee

Nie miałam okazji czytać jeszcze powieści tak bardzo pachnącej optymizmem, herbatą i słodkim chlebem przyjaźni amiszów! Pochłonęłam ją niczym porcję sernika z rodzynkami, momentami wzruszając się do łez.

Powieść Darien Gee „Herbaciarnia Madeline” przedstawia splątane losy mieszkańców małego miasteczka Avalon, ich osobiste tragedie i rozterki, które dzięki przypadkowemu "łańcuszkowi" tajemniczego zakwasu chlebowego nabierają pozytywnych barw.

Pomiędzy trzema przypadkowymi kobietami zawiązuje się nic przyjaźni, zrozumienia i wsparcia w pokonywaniu życiowych problemów. Julia – 5 lat temu straciła synka. Od tamtej pory stała się nieobecna dla męża, małej Gracie i przede wszystkim dla siostry Livvie, którą obwinia za całą tragedię. Hannah – światowej sławy wiolonczelistka, którą mąż – także muzyk, zostawia w wielkim domu w małym miasteczku i … nie ma zamiaru powrócić. Wreszcie Madeline – dojrzała kobieta, która po śmierci męża, straciła kontakt z jedynym dzieckiem – pasierbem. Po latach spędzonych w Kalifornii osiada w Avalonie, gdzie prowadzi herbaciarnię.  To u niej przypadkiem spotykają się wszystkie 3 bohaterki, to w herbaciarni poznajemy ich zagmatwane losy i to tutaj powstaje centrum dowodzenia, które jednoczy cały Avalon podczas powodzi w sąsiednim miasteczku.

A wszystko za sprawą tajemniczego zakwasu, który Julia znajduje pewnego poranka pod drzwiami swojego domu… To on jest przyczyną ewakuacji biura szeryfa i to on jest początkiem wielkich zmian w sercach mieszkańców tego małego, amerykańskiego miasteczka.

W książce jest oczywiście podany przepis zarówno na zrobienie zakwasu, jak i sam chleb oraz wszelkie jego odmiany. To w rzeczywistości raczej rodzaj ciasta z rodzynkami lub innymi dodatkami. Niebawem nastawię zakwas i po 10 dniach podzielę się wrażeniami z upieczonego chleba…

Chcecie?

A tymczasem zapraszam Was do naprawdę wspaniałej, wakacyjnej lektury.


Książkę udostępnił mi portal Polska Gotuje, na którym publikuję swoje recenzje

 

Darien Gee

Herbaciarnia Madeline

Warszawa 2011

Wydawnictwo:




 
1 , 2 , 3



Akcja: Nie kradnij zdjęć! Smacznie Z Joanna

Wypromuj również swoją stronę Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl - moja galeria Top Blogi Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi Durszlak.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...